22 sierpnia 2011 roku w Dolomitach tragicznie swe życie zakończył nasz brat i przyjaciel, br. Krzysztof Kulczak. Wieść o tym dotarła do nas dopiero po dwóch dniach, gdy wspinaliśmy się Drogą Świerza na Mięguszowiecki Szczyt w Tatrach. Nasza wspinaczka zakończyła się „wycofem” ze ściany i rezygnacją z tej bardzo kruchej i niebezpiecznej drogi. Z Krzysztofem łączyło nas wspólne powołanie zakonne, ale nie tylko, bo także wspólna pasja – GÓRY.

Gdy on był asystentem wspólnoty Młodzieży Franciszkańskiej TAU, to my w tym samym klasztorze w Krakowie Olszanicy byliśmy odpowiedzialni za „powołaniówkę”. Widzieliśmy jego pracowitość przy pisaniu i opracowywaniu programu formacyjnego wspólnoty i czasem wybieraliśmy się razem w nasze ukochane TATRY. Po otrzymaniu smutnej informacji o śmierci br. Krzysztofa wiadome było, że wcześniej czy później zechcemy podjąć się szlaku, gdzie zdarzyła się ta tragedia.

Dopiero po 6 latach od śmierci Krzysztofa odważyliśmy się wejść na szczyt Antelao (3264 m n.p.m.). Jest to drugi co do wysokości szczyt w Dolomitach nazywany Królem Dolomitów, obok Królowej Marmolady najwyższego szczytu w tym paśmie górskim. Nasza wyprawa mogła dojść do skutku dzięki życzliwości gwardiana w Merano, br. Piotra Pańczaka, i gościnności br. Tomasza Durczyńskiego.

Wędrówkę rozpoczęliśmy w dolinie Valle d’Oten od parkingu pomiędzy miejscowością Calalzo di Cadore a schroniskiem Capanna degli Alpini (1395 m n.p.m.). Podobno Krzysiek nocował w aucie na parkingu, zatem miał dłuższy szlak na szczyt (ok 7 godz.). Do schroniska Rifugio Galassi (2018 m n.p.m.) doszliśmy popołudniu, po 3 godzinach wędrówki. Pomimo szczytu urlopowego i weekendu (piątek/sobota 28/29 lipca 2017 roku) w schronisku panowały raczej pustki (6 gości i 6 osób z obsługi). Łatwo wyciągnąć wnioski, że nie jest to zbyt popularny rejon górski. Włosi wolą dobrze ubezpieczone szlaki „via ferraty”. Wstaliśmy wcześnie rano w sobotę, by już o godz. 7.00 być na szlaku. Zaczęliśmy tradycyjnie znakiem krzyża i modlitwą: „Królowo Tatr – módl się za nami!” i „Panie Boże prowadź!”. Podjęliśmy wędrówkę pomimo mgły, chmur, ale zgodnie z prognozą licząc na poprawę pogody (najwyżej mogliśmy zawrócić). Orientacyjnie szlak jest trudny — słabe oznaczenia, czasem jedynie charakterystyczne kopczyki. Od pewnego miejsca związaliśmy się liną i szliśmy w kaskach. To była bardzo trudna wspinaczka. Najtrudniejsze miejsca to odcinki prowadzone przez położone płyty oraz samo wejście na szczyt. Zaczęło się przejaśniać i na szczycie okazało się, że znajdujemy się nad chmurami. Po drodze spotkaliśmy tylko jednego Włocha. Tego dnia szczyt zdobyły aż 3 osoby. Na szczycie czekało niesamowite przeżycie — ucałowanie krzyża, wzruszenie i modlitwa w intencji Krzysztofa. Wejście zajęło nam 4 godziny. Podobnie jest z zejściem, które nie jest wcale łatwiejsze (również 4 godziny). Podobno do wypadku doszło właśnie przy zejściu ze szczytu. Krzysiek był zmęczony długą i wymagającą wędrówką, a ponadto zastał trudniejsze warunki (śnieg i oblodzenie). Chociaż byliśmy przygotowani (raki i czekan), to na szczęście nie zastaliśmy tak trudnych warunków jak Krzysztof.

 
  br. Grzegorz Marszałkowski
i br. Marek Skwarło (od lewej)

Przy schronisku Rifugio Galassi na ołtarzu polowym odprawiliśmy w intencji naszego brata i przyjaciela Mszę św. Był dzień 29 lipca 2017 roku, wspomnienie św. Marty. W Ewangelii (J 11, 19-27) usłyszeliśmy słowa pełne pretensji Marty: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Popłynęły łzy, trudno nam było powstrzymać wzruszenie i kontynuować Mszę w tym miejscu i w tej intencji… Pocieszenie przyniosły kolejne wersety i słowa Jezusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie”.

Po powrocie do gościnnego klasztoru w Merano, podzieliliśmy się z braćmi wrażeniami i przeżyciami. Sięgnęliśmy po pamiątkowe zdjęcie br. Krzysztofa, jakie znajduje się na ołtarzu w chórze zakonnym w Merano obok innych zdjęć braci, którzy odeszli do Pana. Tak zakończyła się nasza niezapomniana wyprawa za Krzysztofem Kulczakiem, Bratem i Przyjacielem, na trudnym i wymagającym szlaku prowadzącym na szczyt Antelao. Wierzymy, że Jego ten szlak doprowadził do naszego wspólnego szczytu — do NIEBA.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...

Pod datą 22 sierpnia czytamy w Mortuologium: Br. Krzysztof Kulczak z Wrocławia. Katecheta i duszpasterz. Przez 7 lat pełnił posługę prowincjalnego asystenta Młodzieży Franciszkańskiej TAU, dla której przygotował program formacyjny. Bardzo pracowity i zaangażowany. Przez 4 lata przebywał w Południowym Tyrolu, wspomagając personalnie tamtejszych kapucynów. Uległ śmiertelnemu wypadkowi w czasie samotnej górskiej wędrówki w Dolomitach na zboczu góry Antelao, przeżywszy 42 lata, z czego w zakonie 21, a w kapłaństwie 15. Pogrzebany na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu w roku 2011.

 

br. Marek Skwarło OFMCap
br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap

 

Biuro Prasowe Kapucynów - Prowincja Krakowska